Jaki samoopalacz wybrać? Mój krótki przewodnik po kosmetykach opalających

Hej! Wiecie, że uzyskanie jednolitej opalenizny w naturalny sposób to trudne zadanie – słońce potrafi porządnie poparzyć, o czym niejednokrotnie się przekonałam.

Dla niektórych świetnym rozwiązaniem zamiennym jest solarium, ale ja stronię od takich metod opalania. Uważam, że skoro stosuję filtry UV na co dzień, żeby chronić się przed złym wpływem słońca, to głupotą byłoby wystawiać się na działanie UV pod kloszem łóżka opalającego. Nie bez powodu wielu lekarzy ostrzega przed nadmiernym korzystaniem z solarium – to zupełnie tak, jakby na własne życzenie leżeć na środku pustyni w największym słońcu. Żadna skóra tego nie polubi.

A jak wygląda sprawa z samoopalaczami? One również mają swoich przeciwników, choć ja jestem w tej drugiej grupie. Jestem zwolenniczką stosowania kosmetyków samoopalających, i już wyjaśniam dlaczego.

Samoopalacz zamiast słońca? Tak!

Wiele na temat szkodliwości promieniowania słonecznego możecie przeczytać w publikacjach medycznych poświęconych opalaniu. Podpisuję się pod nimi wszystkimi i zachęcam do zamiany kąpieli słonecznych na lekki samoopalacz. Jeśli tylko ma bezpieczny skład (bo zdarzają się też wersje z substancjami szkodliwymi – musicie uważać i kupować je rozsądnie), możemy dzięki niemu uzyskać naturalną i dość trwałą opaleniznę. Dobrze dobrany samoopalacz jest o wiele bezpieczniejszą opcją niż opalanie na słońcu lub solarium.

To rozwiązanie ma kilka zalet:

  • opalenizna po samoopalaczu pojawia się bardzo szybko, więc możemy zastosować go na ostatnią chwilę np. wieczorem przed ważnym wyjściem;
  • dobrze nałożony samoopalacz nie robi plam i nie zostawia smug, natomiast efekt jest zdecydowanie bardzo naturalny i nieprzesadzony;
  • zawsze, gdy efekt nam nie pasuje lub będzie nierównomierny, możemy pozbyć się opalenizny zwykłym peelingiem – samoopalacz barwi tylko naskórek;
  • największą zaletą jest jednak brak poparzeń (jak w przypadku opalania na słońcu) i podrażnień, bo wiele samoopalaczy ma już hipoalergiczne formuły.

Klucz to odpowiedni samoopalacz. I wszystko będzie dobrze.

Czym kieruję się przy wyborze samoopalacza?

Powiem wam z doświadczenia, że początki przygody z samoopalaczem mogą być trudne. Zakup pierwszego lepszego kosmetyku to nie jest dobre rozwiązanie – może być niedopasowany do naszych potrzeb. Jest kilka zasad, których można trzymać się, będąc w drogerii i wybierając samoopalacz.

1. Dobór samoopalacza do karnacji

Zazwyczaj wybór ogranicza się jedynie do samoopalacza do skóry jasnej lub ciemnej. Jeszcze nie spotkałam takiego, który miałby paletę barw niczym fluid. Może to i lepiej, nie trzeba spędzać godzin na wybraniu właściwego odcieniu. Zresztą samoopalacz i tak zmienia odcień naszej skóry na ciemniejszy. Chodzi po prostu o to, że kosmetyk do ciemnej karnacji może na jasnej skórze tworzyć efekt nienaturalnie ciemnej opalenizny. W odwrotnej sytuacji skóra może mieć żółty odcień. Starajcie się o tym nie zapominać i, jeśli macie ciemną karnację, to wybierajcie stosowny samoopalacz.

2. Dobór samoopalacza do typu skóry

Ktoś mi kiedyś powiedział, że samoopalacz to nie krem i nie musi być dopasowany do rodzaju skóry. Błąd! W zależności od tego, czy mamy skórę suchą, czy tłustą, potrzebujemy kosmetyków o innej konsystencji. I tak osoby o cerze tłustej powinny sięgać po lekkie pianki lub płyny samoopalające np. w mgiełce. Nie zostawią uczucia lepkości i nie spowodują zapchania skóry. Jeśli jednak mamy skórę suchą to sięgnijmy po samoopalacz w kremie, bo z reguły zawiera więcej substancji nawilżających i zapewnia skórze dodatkową ochronę przed czynnikami szkodliwymi.

O rodzajach samoopalaczy chciałabym powiedzieć jeszcze kilka słów.

Rodzaje samoopalaczy. Który wybrać?

Decyzji o wyborze samoopalacza zdecydowanie nie ułatwia fakt, że stojąc przed półką z kosmetykami do opalania, można dostać oczopląsu. Tyle różnych opcji wcale nie ułatwia zadania, dlatego najczęściej sięgamy po prostu po samoopalacz w kremie. Nie jest to dobra opcja, a przynajmniej nie w każdym przypadku np. u mnie, bo wolę lżejsze produkty.

Dostępne do kupienia są następujące rodzaje samoopalaczy:

  • samoopalacz w kremie – zmienia odcień skóry w szybkim tempie i nakłada się go tak, jak standardowy balsam do ciała; to jeden z cięższych samoopalaczy, który może obciążać skórę i powodować nieprzyjemne uczucie lepkości; warto też wiedzieć, że zmywa się po 2-3 kąpielach, czyli daje średnio trwały efekt, a do tego ma intensywny i specyficzny zapach, kiedy zaczyna działać na skórę;
  • mleczko samoopalające – działa praktycznie tak samo, jak samoopalacz w kremie, z tym że ma dużo lżejszą formułę i bardzo często jest wzbogacony o substancje nawilżające; moim zdaniem mleczka są idealnym rozwiązaniem dla osób o problematycznej skórze, a także tych, które nie mają wprawy w nakładaniu samoopalacza; mleczko do opalania nie zostawia smug;
  • samoopalacz w sprayu / mgiełce – przez wiele osób uważany za bardzo wygodną formę, ale ja chciałam was przed tym przestrzec; samoopalacz w mgiełce jest łatwy do zaaplikowania, bo nie trzeba go rozsmarowywać na ciele, ale… można przez to gdzieniegdzie nanieść go mniej lub więcej; wadą takich samoopalaczy jest też średnia wydajność, a zaletą fakt, że nie brudzą rąk;
  • chusteczki samoopalające – bardzo popularne w sytuacjach awaryjnych, ponieważ wystarczy przetrzeć skórę taką chusteczką, aby nanieść optymalną ilość samoopalacza, którym jest nawilżona i uzyskać szybki efekt złocistej opalenizny; chusteczki samoopalające idealnie sprawdzają się w podróży, ale pamiętajcie, że są przeznaczone głównie do opalania twarzy.

Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej na temat tego, jaki samoopalacz wybrać – komentujcie.

Tagi: , , , , , ,

Powiązane Artykuły

Klaudia
przez Klaudia
Poprzedni Wpis Następny Wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 udostępnień